Och, Mamo, czemu mnie nie ostrzegłaś, że to nie jest bilet do Raju

Ludzie lubią wierzyć, że dokonanie jakiejś jednej zmiany w samym sobie sprawi, że ich życie gwałtownie się odmieni. Na lepsze.

Na przykład samotna, niespełniona, rozczarowana swoim nudnym życiem kobieta z 15 kilogramami nadwagi sądzi, że jeśli schudnie, zrzuci kilogramy, których nienawidzi, znajdzie mężczyznę marzeń, skończy z samotnością i rozpocznie pełne barw życie.

Jeśli będzie miała fart, jej próby zrzucenia wagi będą raz za razem kończyć się porażkami i pozostanie ze swoją nadwagą na zawsze.

Ale za to wciąż będzie miała swoje marzenie. Swój mit. Że kiedyś, gdy już będę szczupła…

Gorzej, jeśli uda jej się zrzucić wagę. I nic się nie zmieni. I dalej będzie samotna, niespełniona, rozczarowana, tylko 15 kilogramów lżejsza. Na świecie jest przecież mnóstwo samotnych szczupłych kobiet prowadzących nudne życie.

Tak samo jak jest mnóstwo kobiet – delikatnie mówiąc – puszystych, które są szczęśliwe, roześmiane, prowadzą bujne życie seksualne i patrzą z pobłażaniem na legiony kobiet zaciskających zęby w rozpaczliwych próbach uczynienia siebie szczupłą.

Bo waga i szczęście to dwie różne sprawy. Które mogą się czasem łączyć – ale nie muszą.

Mit zdrowej, szczupłej, tryskającej energią kobiety, przeciwstawiony nieszczęśliwej i zakompleksionej kobiecie z większą lub mniejszą nadwagą to nic innego jak mit właśnie. To taki komunikat przemycany przez kobiece magazyny i telewizję. Pierdoła, pozwalająca sprzedawać popieprzone pomysły typu dieta grejpfrutowa.

(Czasem myślę, że tę manię kobiecego odchudzania wymyśliła banda pedziów, projektujących damskie ciuchy i pragnących upodobnić kobiety do mężczyzn, pozbawiając kobiety tych wspaniałych, kobiecych, zapierających dech w piersiach kształtów.)

Przestań wierzyć, że szczupła sylwetka to bilet do Raju, bo zobaczyłaś zdjęcie szczupłej modelki w bikini i uświadomiłaś sobie, jak bardzo jesteś do niej niepodobna. Poczułaś się wtedy źle i uwierzyłaś, że jeśli się do niej jednak upodobnisz, to wtedy poczujesz się dobrze.

Szukając szczęścia, poszukaj go w swoim podejściu do życia. W akceptacji samej siebie. W odwadze, aby odkrywać w sobie pragnienia, przemieniać je w cele i realizować. Nie w próbie dostosowania się do narzuconych ci z zewnątrz standardów.

Takich jak to, ile masz ważyć.

Poczucie szczęścia i własnej wartości nie bierze się z wagi ciała. Na wadze, na której stajesz, jest podziałka kilogramowa, a nie ma podziałki szczęścia.

Te wychudzone dziewczyny, które odchudzają się do kości, wpadły w pułapkę. One nigdy nie czują się dostatecznie szczupłe.

Są przerażająco chude. Ale w swoich własnych oczach są wciąż przerażająco grube.

Bo pomimo głodówek, wystających obojczyków i żeber, przezroczystej skóry, wciąż nie czują, że dostały to, co im obiecano. Oczekują tego mistycznego momentu, kiedy spojrzą w lustro i poczują się wreszcie szczęśliwe. Wynagrodzone. Potrzebują tego, aby powiedzieć sobie: już wystarczy, jestem szczupła kobietą.

Ale moment szczęścia nie nadchodzi. Szczęście nie wypełnia miejsca, które zwalniane jest przez tracone kilogramy.

Więc będą odchudzać się do momentu, kiedy padną martwe na ziemię.

Każda kobieta, która wpadła w cykl odchudzania, w mniejszym lub większym stopniu poddaje się temu mechanizmowi.

Możesz zmienić to, jak wyglądasz. Zrzucić kilogramy, których nie chcesz. Ale nie oczekuj, że z automatu zyskasz tym lepsze życie.

To nie tak działa.

Zrzucenie wagi ma sens wtedy, jeśli nadwaga zagraża twojemu zdrowiu i po prostu dla zdrowia musisz stać się szczuplejsza. Albo wtedy, gdy jeśli wykorzystasz proces odchudzania jako pretekst do zmiany postrzegania samej siebie.

Jeśli nie nauczysz się postrzegać samej siebie pozytywnie, pozostaniesz niezadowolona zarówno wtedy, gdy toczyć się będziesz po chodniku niczym beczka, jak i wtedy, gdy przemienisz się w rzygającą nad toaletą anorektyczkę.

Sens możesz odnaleźć wtedy, jeśli zakończony powodzeniem proces zrzucenia określonej z góry ilości kilogramów stanie się dla ciebie sygnałem, że potrafisz zadbać o siebie i przejąć nad sobą kontrolę.

To nie szczupła kobieta jest szczęśliwa.

Szczęśliwa jest kobieta, która ma do siebie samej zaufanie i wie, że potrafi wyznaczyć sobie cel i go osiągnąć. I przez to czuje się wartościowa.

Wtedy łatwo jest wyznaczać i realizować inne cele. Takie jak lepsza praca, podróże, ekscytujące znajomości, i wszystko to, co według ciebie oznacza, że twoje życie jest udane i toczy się tak, jak sobie wymarzyłaś.

A mając to wszystko, czując, że żyjesz w pełni, jeśli znowu odchylisz się od standardów wagowych… pewnie nawet tego nie zauważysz.

I prawdopodobnie nie będzie cię to specjalnie obchodzić.

Przeczytaj także: