Jedyny, który nie dał się pokonać

Japoński miecz samurajski uchodzi za najdoskonalszą broń białą stworzoną przez człowieka.

Jego wytworzenie to sztuka, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Tu każdy detal ma znaczenie. I do każdego detalu podchodzi się z ogromną pieczołowitością.

Miecze te w dawnej Japonii wytapiano ze stali najwyższej próby. Sam proces ich wyrobu, wytopu rudy, wykuwania, polerowania, ostrzenia zajmował twórcom każdego egzemplarza kilka miesięcy. Na każdym z tych etapów pracowali nad mieczem wyspecjalizowani mistrzowie , z których każdy przez całe życie doskonalił się w jednej, jedynej , wyizolowanej umiejętności.

I dopiero oni wszyscy, razem, byli w stanie stworzyć broń-arcydzieło.

(Do dziś nie ujawniono wszystkich tajemnic wykuwania tego miecza. )

I żadne inne ostrze nie mogło się z nim równać.

Musashi Miyamoto także przeszedł do legendy. Jako mistrz tego miecza. Włóczęga, samuraj bez pana, przez całe życie doskonalił swoje umiejętności  wojownika.

Musashi wędrował i walczył. Nie miał sobie równych w walce. Ale też wszystko w swoim życiu podporządkował osiągnięciu w niej mistrzostwa. Podobno nawet się nie mył, bo – jak głosi legenda – traktował swój smród jako broń, która rozprasza wroga i daje mu przewagę.

Musashi był mistrzem szukania przewag w każdej sytuacji. I nigdy nie przegrał żadnego pojedynku. Niezwyciężony do śmierci.

Wojownik doskonały. Uzbrojony w doskonały miecz. W dwa doskonałe miecze – bo to on stworzył i opanował do perfekcji sztukę walki dwoma mieczami Niten Ichi Ryu.

Ale był człowiek, którego jeden pojedynek z Musashim Miyamoto zakończył się bez rozstrzygnięcia. Jemu również, jak wielu innym, nie udało się pokonać Musashiego. Ale Miyamoto nie pokonał też jego.

Nazywał się Muso Gonnosuke Katsuyoshi. I stoczył z Musashim dwie walki. Pierwszą z nich, na górze Homan, przegrał.

Ponieważ starcia Musashiego kończyły się często śmiercią jego przeciwników, Gonnosuke mógłby właściwie mówić o szczęściu, że przeżył. Ale on też był mistrzem . Także do tej pory niepokonanym. I ta porażka go zdruzgotała.

Wtedy Gonnosuke usunął się z aktywnego życia i rozpoczął medytacje. To były długie medytacje.  Trwały prawie półtora miesiąca. Ale opłaciły się.

Skończył, gdy był gotowy stanąć do walki o raz drugi.

I gdy doszło do ponownej próby, tym razem Musashi nie zdołał go pokonać.

Pozornie nie ma nic niezwykłego w tej historii. To po prostu historia dwóch pojedynków dwóch wielkich mistrzów.

Pozornie.

Bo Gonnosuke wyszedł na drugi pojedynek z Musashi uzbrojony w broń zwaną jo.

Jo – to drewniany kij.

Coś jak lepszej jakości kij od szczotki, którą masz pewnie w domu.

A uzbrojony w najdoskonalsze miecze, doskonały  mistrz tych mieczy, tym razem nie potrafił go pokonać.

Prosty kij okazał się równie skuteczną bronią.

Bo broń, to po prostu broń. Nawet, jeśli jest legendą.

Nie pozwól, by onieśmieliła cię legenda.

Dopóki masz w ręku drewniany kij.

Przeczytaj także: