Koncentracja – zapomniana umiejętność

Potrafisz koncentrować się na komendę?

A może zapytam inaczej. Czy umiesz poświęcić wykonywanej właśnie czynności całą swoja niepodzielną uwagę przez czas, jaki jest  konieczny do jej wykonania?

Jeśli nie – to masz problem. Oznacza to, że sprawy, które można załatwić w ciągu godziny, w twoim wykonaniu wloką się tygodniami. Że pewnie masz całą masę rozpoczętych – i nie dokończonych projektów. Że masz tendencje do odkładania zadań na później, bo wiesz,  jak trudno przychodzi ci załatwienie wszystkiego od początku do końca. Że to, co robisz, nie daje ci satysfakcji, bo nie można czerpać satysfakcji z nigdy nie ukończonej pracy.

Ale nie oskarżaj się. Nie jesteś w tym osamotniony. Koncentracja jest zapomnianą umiejętnością.

Większość ludzi nie potrafi się koncentrować, śmiertelnie się tego boi i od tego ucieka. Wszystko wokół, co cię otacza, jakby sprzysięgło się, aby uczynić koncentrację najtrudniejszą rzeczą pod słońcem.

Pomyśl tylko. Obecnie, bez specjalnych przygotowań, koncentracja dla większości ludzi jest niemal niemożliwa. Jeśli zaczynasz nad czymś pracę, dzwoni telefon. Przychodzi mail. Wchodzi twój szef, podwładny, kolega, żona, mąż, dziecko – ktokolwiek bądź – z jakąś pilną sprawą.

Jeśli chcesz obejrzeć film w telewizji, co jakiś czas brutalnie tną go reklamy. Tak samo w radio – kilka utworów i przerwa reklamowa. Wchodzisz na portal internetowy i czytasz artykuł, przerywają ci to wyskakujące okienka reklamowe. Ba, nawet gdy idziesz lub jedziesz ulicami większego miasta, co chwila musisz się zatrzymywać, gdy światła drogowe zmieniają kolor.

Taki jest puls nowoczesnego życia. Ciągłe przerwy. Ciągłe rozproszenie uwagi. Niemożność skupienia się na dłużej. Niemożność kontynuacji.

To programuje twój umysł do ciągłych zmian w skupieniu uwagi. Jesteś tresowany! Zaczynasz pulsować tak, jak pulsuje świat wokół ciebie. Niestety, nie zmienia to w niczym faktu, że skuteczna praca i skuteczne wykonywanie zadań wymaga skupionej uwagi przez dłuższy czas.

I jeśli świadomie nad tym nie popracujesz, jeśli pozwolisz sobie iść w rytmie, jaki narzuca ci otoczenie, od jednego telefonu do drugiego, od jednego maila do kolejnego, do jednej przerwy reklamowej do drugiej, twoja produktywność – cokolwiek robisz – będzie niewielka.

Ogromnie niższa od tego, jaka może być – i to samo zadanie kosztować cię będzie znacznie więcej czasu i wysiłku, niż potrzeba by było, gdybyś panował nad własną koncentracją.

Tym samym – rezygnujesz z wykorzystania potężnej dźwigni, z pomocą której możesz ustawiać swoje życie, realizować projekty – i iść drogą, która prowadzi cię do spełnienia marzeń. Koncentracja to klucz do ponadprzeciętnych osiągnięć. To jedyny klucz, który pasuje.

Jak więc nauczyć się koncentracji?

A jak uczyłeś się chodzi? Chodząc. Tak samo nauczysz się koncentracji. Poprzez ćwiczenia koncentracji.

Tutaj pojawia się jednak pewne brudne słowo, którego możesz nie znieść, jeśli masz delikatne uszy. Medytacja. Wiem – rozumiem. Nie jest to słowo, które normalny, rozsądny człowiek może znieść.

Na szczęście ja nie jestem specjalnie rozsądny. A pewne formy medytacji, pozbawione obrzędowości, kadzideł, konieczności golenia głowy na zero, siadania w pozycji kwiatu lotosu i wszystkiego tego, z czym medytacja zwykła się kojarzyć, są idealne do wykorzystania jako narzędzia poprawy własnej efektywności.

W kontekście, który mnie interesuje, jedna konkretna forma medytacji staje się skutecznym treningiem koncentracji. Czymś, co pozwoli ci być bardziej produktywnym, a więc zrobić więcej w krótszym czasie. Mniej się zmęczyć. Czuć radość i satysfakcję z osiągnięć.

Bardzo wiele powiedziano o medytacji w różnych kontekstach. Wciela się często medytację w różne “magiczne” systemy pozyskania szczęścia i bogactwa siłą myśli.

Skojarzenia z medytacją mogą być więc różne. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale niech nie przysłoni ci to podstawowego faktu. Medytacja jest technologią zmiany umysłu o tradycjach sięgających setki i tysiące lat wstecz. A obecnie jesteśmy świadkami rozpoczęcia na szeroką skalę poważnych badań naukowych nad medytacją, prowadzonych przez ludzi wielką ilością literek typu dr prof. hab. przed nazwiskiem. I rezultaty tych badań już na samym początku są zachęcające.

Zawieś więc na kołku własne uprzedzenia (zawsze możesz je stamtąd później zabrać, jak już koniecznie chcesz) – i posłuż się dla poprawy umiejętności koncentracji prostym ćwiczeniem, rodem z technik medytacyjnych.

To prosta koncentracja na oddechu. Utrzymanie całkowitego skupienia na czymś tak jednostajnym, niemal nudnym, jak oddech. I zapobieżenie ucieczce myśli w inne, bardziej ciekawe rejony, typu piękne kobiety czy piękne samochody. (Bez obaw. Tylko przez krótki, określony okres czasu. Ja też bym dłużej tego nie zniósł.)

Mimo wszystko przerażony? Zniechęcony? Jasne, to dlatego tak niewiele osób jest w stanie koncentrować się na zawołanie i podnieść do rangi mistrzostwa własną produktywność. Nie są gotowi zapłacić ceny, jaką trzeba zapłacić, aby nabyć pewne umiejętności. Godzą się zapłacić cenę wyższą, cenę niespełnionych marzeń, niezrealizowanych celów. Twój wybór. Twoje życie.

Bo przecież koncentracja nie jest celem samym w sobie, ale łączą się z nią konkretne obietnice uczynienia twojego życia lepszym, takim, jakim chciałbyś, aby ono było.

Koncentrując się na oddechu, trenujesz koncentrację w ogóle. Uczysz się skupiać na jednej rzeczy na raz, przyzwyczajasz swój umysł do laserowego skupienia. Trenujesz radzenie sobie z rozpraszającymi cię myślami. Uczysz się, jak pozbywać się ich, pogłębiając stan skupienia.

To rzadka umiejętność w świecie, gdzie wmawia się ludziom, że powinni być wielozadaniowi i wykonywać jednocześnie wiele czynności – co ma świadczyć o ich wartości.

Skończ ten absurd. Oddaj się treningowi, który nauczy cię czegoś przeciwnego: całkowitego skupienia na jednej rzeczy na raz. I zmieni twoje życie. Zmieni ciebie.

To jednak dopiero początek wszystkich dobrych rzeczy, których ten prosty atak na własny umysł może spowodować. Bo widzisz, konsekwencją braku koncentracji, nieosiągania efektów takich, jakich się spodziewasz po swojej pracy, jest prawdziwa zaraza naszych czasów. Niskie poczucie własnej wartości. Wewnętrzny dialog, który ludzie toczą z samymi sobą. Pełen goryczy i oskarżeń.

Koncentrując się na oddechu przerywasz także ten wewnętrzny dialog, zanim jeszcze osiągniesz rzeczy, które wyciszą go w naturalny sposób.

Jeśli masz nawyk, aby zadręczać samego siebie komentarzami typu: “jesteś do niczego”, “znowu ci się nie udało” i całą serią tym podobnych stwierdzeń, które wygłaszasz do siebie w myślach, koncentracja na oddechu zatrzymuje tę dołującą audycję. Jeśli snujesz wizje tego, co może wydarzyć się w przyszłości (a zwłaszcza tego, co może ci się nie udać), albo jeśli przeżywasz i odtwarzasz w umyśle wydarzenia z przeszłości, które są dla ciebie bolesne i nieprzyjemne, koncentracja na oddechu kładzie temu kres.

Przynajmniej na czas trwania ćwiczenia. Ale to doskonały początek zmiany własnych umysłowych nawyków. To jak krąg na wodzie. Kamień wpada w wodę i i zaburza taflę wody w jednym tylko miejscu, ale powoduje także kręgi na wodzie, które rozchodzą się szeroko wokół.

Umysłowy reset, spowodowany koncentracją na oddechu, działa jak takie kręgi. Rozchodzi się szeroko. Ma wpływ na każdą dziedzinę twojego życia. Pozwala ci wyrwać z obłędu ciągłej, małowartościowej, nieskutecznej pracy.

Patrz na świat wokół siebie trzeźwym wzrokiem. Widzisz, ludzie zwykle pracują dużo więcej, niż powinni, a pracoholicy pracują bez przerwy. Non stop. Ale są mało wydajni. Tracą zdolność rozróżniania, co jest ważne, warte wykonania, co warto pozostawić z boku i w ogóle się tym nie zajmować, albo zlecić, albo odłożyć na później. W rezultacie grzęzną w szczegółach, w nieistotnych detalach.

To perfidna pułapka. Ponieważ sprawy błahe są nadmiernie eksponowane, a sprawy naprawdę istotne są zaniedbywane.

Pracoholik nie potrafi dostrzec, że są rzeczy w ogóle nie warte wykonania , a że są inne, których wykonanie jest kluczowe dla całej jego pracy. Wkładając ogrom pracy w skali mikro, traci z oczu skalę makro. W rezultacie wyniki jego pracy nie są takie, jak pragnąłby, by były.

Pojawia się frustracja. Jak to – ja tyle pracuję, poświęcam siebie i swoją rodzinę, jestem wiecznie spięty i mam przeciętne wyniki, a mój kumpel pracuje ułamek tego, co ja, jest rozluźniony jak guma od starych majtek, a  w rezultacie on i tak bije mnie na głowę jak 10 do 1…

Zmień to. Koncentracja na oddechu, reset umysłu, pozwala ci odzyskać trafność spojrzenia na swoją prace, zacząć odróżniać, czym jest osiąganie celów, a czym bezrozumna harówka, pozorująca skuteczne działanie, która jednak skutecznym działaniem nie jest.

Nie wypchniesz życia na wyższy poziom, jeśli nie spojrzysz na nie z szerszej perspektywy. Jeśli tkwić będziesz w zaklętym kręgu reagowania na bieżące problemy, przerywanej, nieskutecznej pracy. Jeśli setki gównianych, niepotrzebnych myśli, które niczego nie zmieniają, będzie wypełniać twój umysł w każdej godzinie. I jeśli nie oczyścisz swojego umysłu z tego gówna, aby móc MYŚLEĆ, zamiast myśleć.

I jeszcze jedna rzecz. Przedstawiona jako ostatnia, lecz kto wie, czy nie najważniejsza. To paradoks, że myślimy, aby rozwiązywać problemy, lecz rozwiązanie najbardziej palących problemów, momenty natchnienia, chwile “AHA”, kiedy wpadamy na najlepsze pomysły, spływają na nas wtedy, kiedy nie myślimy.

Mówi się często, że gdy przestajemy rozmyślać o problemie, kiedy wyłączamy świadome myślenie, do głosu dochodzi podświadomość, której potencjał jest nieporównanie potężniejszy od potencjału świadomości. Jakkolwiek by tego nie tłumaczyć, niemal każdy wybitny człowiek, który do czegoś doszedł, coś osiągnął, z wybitnymi wynalazcami na czele, podkreśla, że choć intensywne próby świadomego rozwiązania problemu są koniecznym elementem układanki, to największe wynalazki, odkrycia, pomysły pojawiają się wtedy, kiedy umysł świadomy jest aktualnie “wyłączony” z myślenia o problemie.

A koncentracja na oddechu to faktyczny reset umysłu, w którym nie tylko przestajesz usiłować rozwiązywać dręczące cię problemy, ale skupiasz się na “niemyśleniu” w najszerszym tego słowa znaczeniu. Nawet nie potrafisz sobie wyobrazić, jakiej umysłowej energii dostarczasz w ten sposób sobie… i jak zresetowany umysł może cię zaskoczyć.

Jaką jasność myślenia zyskujesz po pewnym czasie regularnych treningów.

W sumie, to nie masz wyjścia. Zacznij się resetować, albo… szkoda cię. Reset to technika, ćwiczenie, które nie jest łatwe (przykro mi), wymaga dyscypliny (mówiłem już, że dyscyplina to druga potężna siła?) i poświęcenia codziennie minimum 15 minut. Trzeba do tego wysiłku. Ale tak już jest. Coś za coś.

Oto, jak możesz trenować codziennie. Pamiętaj, nie gol głowy, nie zapalaj kadzideł, to nie o to chodzi. Po prostu zresetuj się – i zadziw sam siebie.

Tutaj jest szczegółowy opis techniki: Reset umysłu .

Przeczytaj także: