Do jednej z galerii sztuki jakiś facet wstawił muszlę klozetową, czyli popularny kibel i ogłosił, że to jest jego dzieło sztuki. Że on coś przez to wyraża. I że on jest artystą.
Wielu wrażliwych ludzi, koneserów sztuki, zastanowiło się nad tym. “Tak – pomyśleli – to nowa forma sztuki. Ta sztuka pasuje do naszych czasów. Ten człowiek to geniusz” – i zaczęli kontemplować kibel.
Dziękujemy tym panom.
I temu “artyście”. I tym “koneserom”. Jeśli chcą, niech sobie wstawiają kibel. Niech kontemplują kibel. Nie muszą nawet chodzić do galerii. Mogą odczytywać ukryte znaczenia kibla w domu. W domu może być nawet fajniej. Bo mogą jeszcze spuszczać wodę.
Do tej samej grupy geniuszy dopisać można tych wszystkich gości, którzy malują dupami, rozlewają na płótnach plamy farby, twierdząc, że to obrazy. I takich, którzy machną dwie, trzy kreski pędzlem, dorysują kropkę i zatytułują obraz: “Pustka Wszechświata”.
Absurd takiego podejścia do sztuki staje się jeszcze bardziej widoczny, kiedy porównujesz “dzieło” takiego “artysty” z dziełami prawdziwych ARTYSTÓW. Z freskami Michała Anioła. Z obrazami Rubensa, Velazqueza, Caravaggio, Vermeera… a na polskim gruncie, z płótnami Matejki czy Kossaka…
Wszyscy ci Twórcy przez duże “T” byli mistrzami w swoim fachu. Ich dokonania szokują. Biją z nich ogromne pokłady talentu. A za nimi stają tysiące godzin pracy, kiedy mistrz doskonalił swoje umiejętności.
Kto z nas mógłby marzyć, aby malować jak Rembrandt? A jeśli tego pragniesz – i to czynisz swoim celem w życiu – czy pomyślisz choć przez chwilę, że możesz osiągnąć to bez tysięcy godzin spędzonych nad płótnami, doskonaląc swój warsztat malarski?
Bo ktoś, kto marzy, aby zostać artystą “od kibla”, nie ma takich dylematów. Idzie do sklepu, kupuje kibel, wstawia go do galerii – i pozamiatane. Aby nie być wtórny, może zastąpić kibel. I przynieść na przykład bidet. Genialne? Jasne. A wrażliwi “koneserzy sztuki” niech doszukują się ukrytych znaczeń takiego “dzieła sztuki”.
Ogromnie łatwo zostać “artystą”. Ogromnie trudno zostać ARTYSTĄ.
W pierwszym przypadku budzisz zaciekawienie, zdumienie, kontrowersje. W drugim, budzisz zachwyt. Podziw. Inspirujesz. Wzbogacasz i zmieniasz życie innych ludzi.
W pierwszym robisz coś, co każdy mógłby zrobić, ale ty robisz to pierwszy, więc stajesz w centrum zainteresowania. Gdyby do światowych galerii zaczęli nadciągać kolejni artyści z kiblami pod pachą, zginąłbyś pośród nich. Wkrótce popadłbyś w zapomnienie. I tak jesteś skazany na zapomnienie, ale pojawienie się naśladowców przyśpiesza ten proces.
W drugim przypadku, pojawienie się innego ARTYSTY nie umniejsza ciebie. On stawiany jest obok ciebie. Może niżej, może wyżej. Ale ty pozostajesz klasą dla siebie.
Wielu ludzi będzie ci wmawiać, że głupotą jest upierać się, aby osiągać cele trudną drogą samodyscypliny, kiedy to samo można osiągnąć łatwą drogą. Jasne. Jest w tym sens. Kiedy mogę iść na skróty, nie idę dookoła.
Ale co oni właściwie ci proponują? Co to za trudne cele, które można osiągnąć łatwo?
Ostatnimi czasy narobiła szumu książka Timothy Ferrisa “4-Godzinny Tydzień Pracy”. Jej autor opisuje tam między innymi jak po kilku zaledwie 4 tygodniach treningów wygrał zawody w kickboxingu, zdobywając mistrzostwo kraju.
Jak to zrobił? To trick. Potrafił manipulować wagą swojego ciała. W czasie kontrolnego ważenia ważył mało, w czasie walki dużo. W wyniku tego walczył w niższej wadze, niż rzeczywiście powinien. Powodowało to, że po prostu spychał innych zawodników z ringu.
Pomysł – świetny. Sposób na wygranie zawodów – rewelacyjny.
Ale czy to uczyniło go mistrzem kickboxingu? Ani trochę.
Jego celem było wygranie zawodów i osiągnął go. Łatwo. Był sprytny. Wykorzystał lukę w przepisach.
Tam, gdzie inni ludzie ćwiczyli latami, aby przekroczyć przez płot, on znalazł dziurę w płocie i przez nią przeszedł. Był jak ten facet, który przyniósł kibel do galerii.
Znalazł sposób, aby zostać nazwany mistrzem. Ale nie, aby tym mistrzem się naprawdę stać. To nie jest subtelna różnica. To jest ogromna różnica.
Sam ustalasz swoje cele. Ustalaj je uważnie. Czasem wydaje się, że to samo można osiągnąć w łatwy i trudny sposób.
Ale bądź czujny. Bo niemal zawsze to w ogóle nie jest to samo.