Jaki jest twój mit o sobie?

Podobno bywają ludzie doskonali. Nigdy nie spotkałem jeszcze kogoś takiego. Ale cierpliwie czekam, może któregoś dnia…

Spotkałem za to wielu ludzi, którzy STARALI SIĘ wydawać doskonali.

Niektórzy byli w tym dobrzy. Cholernie dobrzy. Trzeba było poznać ich bliżej, zaciekawić się nimi, aby odkryć ich tajemnicę. I odkryłem, że zwykle tacy pozornie doskonali ludzie okazują się dużo mniej doskonali, niż przeciętni, niż pozostała, ogromna większość. I dlatego tak usilnie starają się to pokryć maską pozornej doskonałości.

Świadomie, bądź nieświadomie.

A każdy z nas ma pewną zdumiewającą skłonność. Chętnie tworzymy mity o samych sobie. Wymyślamy je sami, albo robią to za nas inni. Mówią nam: “jesteś taki a taki”.

Ludzie, którzy cię kochają, mówią ci na przykład: “Zobacz, jak się zachowałeś w tej sytuacji. Niewielu ludzi zachowałoby się tak, jak ty. Jakiś ty szlachetny”. Myślisz: “Chyba fajnie to wyszło”. Ale zapominasz.

Do czasu, gdy kochający ludzie opowiadają o tobie innym, obcym, a ci inni komentują, wszystko jedno, czy przez grzeczność, czy naprawdę tak czują: “To rzeczywiście niezwykłe. Jesteś taki szlachetny”.

Te same stwierdzenia powtarzane z różnych źródeł sprawiają, że zaczynasz zadawać sobie pytanie: “A może ja naprawdę jestem taki szlachetny?”

Kiedy zaczynasz się tak zastanawiać, szukasz potwierdzenia. Odnajdujesz drobne zdarzenia z przeszłości, które potwierdzają twoją świeżo nabyta szlachetność. Myślisz: “Cholera, jestem szlachetny, a nawet tego nie podejrzewałem”.

I zaczynasz w to wierzyć – i zachowywać się jak człowiek szlachetny. Rodzi się twój mit. Którego się trzymasz, bo dzięki niemu czujesz się bardziej wartościowy. Ktoś inny ma inny mit, który stworzył sobie sam, albo który stworzono dla niego. Że jest podły. I trzyma się go, bo na swój sposób też jest mu z nim dobrze, a na pewno w pewien perwersyjny sposób, wygodnie. Przyzwyczaił się i nie musi podejmować wysiłku, aby wydać się komukolwiek lepszy.

Żyjecie więc sobie, ty i on, na swój własny sposób. Ty, na szlachetny. On – na podły.

Ale każdy mit ma swoją cenę. Być tak cholernie idealnie szlachetnym w każdej godzinie życia nie jest łatwe. Wymuszasz wysokie standardy moralne na sobie i oczekujesz ich od innych. Możesz zacząć robić się dokonały. Nieludzki.

Można tak sobie przeżyć całe życie, w półśnie  i wierze w mity. Albo nagle, jak grom z jasnego nieba, nadchodzi moment przebudzenia i konfrontacji mitu z rzeczywistością. Nic nie jest czarno-białe. Czarna jest tylko mucha na białej ścianie.

Człowiek wierzący w swój szlachetny mit zachowuje się nagle podle. Człowiek o podłym micie zachowuje się tak szlachetnie, że zadziwia tym siebie i nawet Anioły odwracają głowy, by go zobaczyć.

Mit pryska. Mity zwykle pryskają.

To przerażające, ale bezpieczniej być grzesznikiem, który się nawraca, niż świętym, który spada w otchłań. Bóg przygarnie marnotrawnego syna, który wrócił do ojca. A co ma zrobić cholerny upadły święty?

Mit się rozpadł. Szlachetny zbankrutował.

Mędrcy ludowi powiadają: “Nie przejmuj się swoją rolą, bo i tak cię upierdolą.” Wierszyk literacko do dupy. Ale prawdziwy. Weź więc go sobie do serca i wypuść powietrze.

Zastanów się, jaki jest twój mit o sobie? A może masz ich więcej? Jakie więc są twoje mity, w które wierzysz?

Jakie są dziedziny życia, w których czujesz, że musisz być doskonały, bo oczekują tego od ciebie inni ludzie i ty sam, bo wszyscy wierzycie, że jest to prawdą?

Ja, w każdym razie, już dawno przestałem być doskonały. Miałem parę mitów, ale już nie mam. Bolało, kiedy pękały. Jak wrzody. Obecnie z powagą uznaję swoją niedoskonałość. To całkiem zabawne. I tak jest dużo lepiej.

Mit, to poza.

Zniszcz go w sobie.

Do niczego nie jest ci potrzebny.

Mity mają pewną zabójczą cechę. Nie pozwalają ci być sobą. Tym, kim naprawdę jesteś. Kim się czujesz. Możesz stracić przez nie te krótkie chwile w życiu, w których czujesz, że naprawdę żyjesz.

Przeczytaj także: