Niewygodnie? I tak ma być

Kiedy byłem mały (taki całkiem dosyć nieduży), przeczytałem parę baśni. I powtarzał się w nich stary schemat.

Bohater ruszał na wyprawę po jakiś magiczny przedmiot i dochodził do rozstajów dróg. Na tych rozstajach miał do wyboru dwie drogi: łatwą i trudną.

Droga łatwa była zwykle szeroka, wygodna, ale długa.

Droga trudna najeżona była niebezpieczeństwami. Jak prosiak farszem. Była skrajnie niewygodna. Można było zginąć. Ale była krótka.

Zwykle bohaterowie baśni wybierali długą, łatwą drogę. I nigdy nie osiągali celu.

Tylko jedna osoba z wielu, nawet jeśli w drogę ruszało siedmiu braci, wybierała niewygodną, trudną drogę. To był niemal zawsze najmłodszy brat. I tylko on docierał do celu.

Pomimo niewygody. A może właśnie dlatego.

Bo inni na swojej dłuuugiej, wygodnej drodze, znudzeni, siadali i zasypiali.

Coś jest w tych baśniach. Stara prawda. Że wielki nagrody zgarniane są przez nielicznych. I że ci nieliczni to właśnie ci, którzy godzą się wybrać niewygodną drogę, podczas której będzie im mało fajnie.

Niewygoda jest jak filtr, który odsiewa słabych graczy. Usuwa tych, którzy chcą, żeby było łatwo.

Bo ludzie boją się niewygody – i godzą się w jej imię rezygnować z wielu wartościowych i pięknych rzeczy.

Rezygnują z fizycznego treningu, gdy tylko staje się nużący. Nie pójdą biegać w dni, kiedy pada deszcz (cóż za przekonująca wymówka), nawet, jeśli założyli sobie, że będą biegać codziennie. Zdesperowany facet nie odezwie się do pięknej kobiety na ulicy, bo się boi, że ona go odrzuci (więc dalej pozostaje zdesperowany). Niepewna siebie kobieta oddaje się szybko i staje się łatwa, bo chce, żeby od razu było fajnie i aby wszyscy ją lubili.

Ludzie, gdy mają dwie opcje: wygodną i niewygodną, zwykle wybiorą tę wygodną.

I potem za to płacą rozmemłanym życiem.

Wygoda nie jest czymś, co się w wybiera. Wybiera się cele. Nie zważając na stopień dyskomfortu, jaki ze sobą niesie droga do ich osiągnięcia.

Z chwilą, gdy zaczynasz filtrować cele pod kątem wygody – zaczynają dziać się złe rzeczy: okazujesz słabość charakteru.

Wybieranie wygody to nawyk. Decyzja podejmowana odruchowo. Dlaczego by więc, choćby na próbę, nie zmienić tego nawyku na dokładnie odwrotny?

To zabawa na co dzień: kiedy podejmujesz jakąś minidecyzję, a podejmujemy je wszyscy codziennie w sporych ilościach, zwróć uwagę, czy za twoimi wyborami nie stoi pozornie piękna, a w środku szpetna pani: wygoda.

Zamiast niej, wybieraj zakamuflowaną piękność: niewygodę.

Zbyt dużo wygody rozmiękcza człowieka. Sprawia, że staje się on zgnuśniały. Nie stać go na większy wysiłek, bo nawet niewielka trudność urasta do rangi problemu.

I jak bohater baśni, taki zgnuśniały gość siada i zasypia.

Dlatego -

- obudź się.

Wybieraj niewygodę

Zaczynaj zmianę od małych, codziennych, banalnych, gównianych wyborów.

Jak ten, że gdy wracasz do domu w tak zwanym stanie: “jestem skonany”, a żona prosi cię, abyś wyniósł śmieci, to je kurwa wynieś. Od razu. Jeśli nie dla żony, to tylko dlatego, że ci się nie chce.

Kiedy  masz wstać o świcie, albo trochę później, wybierz świt. Spadnij z łóżka, stocz się, spełznij. Ale wstań.

Tam, gdzie masz do wyboru: siedzieć, albo stać, stój. W tramwaju, autobusie, w kościele. Ma to dodatkową zaletę: staruszki nie będą wściekle deptać ci po nogach, a dziadki walić laską, że nie ustąpiłeś im miejsca. Chyba, że deptanie i ciosy laską uznasz za bardziej niewygodne: wtedy siedź.

Trenuj się w niewygodzie.

Wierz, albo nie, ale każda taka minidecyzja to mała zmiana, która robi wielką różnicę.

Drobne niewygody hartują cię. I gdy nadchodzi czas większych decyzji, które decydują o twoim życiu, niewygoda nie jest już czymś, co cię interesuje. Masz tyle niewygody na co dzień, że masz to aktualnie w dupie.

Tak więc, graj na co dzień w grę w niewygodę.

To gra, która może mieć różne nazwy.

Na przykład: czego mi się najbardziej nie chce robić teraz, ale co powinno być zrobione? Zrobię to teraz, tylko dlatego, bo to niewygodne.

Albo: Co było by fajne, gdybym zmusił się, by to zrobić, ale do czego nie zmuszam się, bo to niewygodne? Zmuszę się teraz.

Albo też: nie mogę odpuścić, bo zrobi mi się zbyt wygodnie.

Nazw w grze jest więcej, i każdy znajdzie swoją własną.

Dopiero jednak wtedy, gdy głęboko w sobie zrozumie: wygoda jest przereklamowana.

Przeczytaj także: