W polskim Internecie, wzorem Stanów, pojawia się coraz więcej kursów uwodzenia. Przyjdziesz na taki kurs, albo obejrzysz wideo z instrukcjami, a niekiedy wystarczy nawet przeczytać 60 stron ebooka – i od tego momentu każda kobieta Twoja.
A co najważniejsze, jak obiecują autorzy kursów uwodzenia, nic cię nie dyskwalifikuje jako kandydata do mistrzostwa w grze o kobietę. Co więcej. Dosłownie niczego nie musisz, bo atrakcyjna kobieta okazuje się łatwym i tanim towarem, zwłaszcza dla faceta, który:
- wcale nie musi być przystojny (bo największe powodzenie mają oczywiście faceci brzydcy jak noc),
- ani napakowany (bo nie),
- nie musi mieć pieniędzy (bo kobiety kochają nędzę),
- nie musi mieć dobrego wozu (bo kobieta czuje się najmocniej doceniona, kiedy zabiera się ją do restauracji maluchem i może pomachać przez szybkę koleżankom),
- ani wykształcenia (bo kobiety wprost uwielbiają gości o intelekcie płyty chodnikowej),
- nie jest gwiazdą rocka, aktorem, lekarzem, w ogóle może nawet nie mieć pracy, a już na pewno nie jest konieczne, aby reprezentował sobą cokolwiek,
- w ogóle nie musi nic, oprócz zapłacenia za kurs, gdzie odkryty zostanie przed nim świat uwodzenia, łatwy dla każdego, a zwłaszcza dla życiowych nieudaczników.
(Ja bym dodał, że można dodatkowo zrezygnować z mycia się, żeby jeszcze mniej wymagać od kandydata na króla podboju i aby w drodze między nogi wyglądających go kobiet, było mu jeszcze łatwiej i bezwysiłkowo.).
A dla kogo autorzy kursów uwodzenia przeznaczają tego wymarzonego księcia, który nic nie musi, o zaletach opisanych przed chwilą?
Tylko dla najpiękniejszych, najinteligentniejszych kobiet, oczywiście. Dla kobiet sukcesu, pewnych swojej wartości i kobiecości. Dla kapiących seksem, idealnie zadbanych pań, jak spod igły. Które – czego nikt nie wie, oprócz kilku wtajemniczonych autorów kursów uwodzenia – skrycie po nocach fantazjują o przeciętnej urody, biednym, jeżdżącym cienkim czento, tępym bezrobotnym mężczyźnie, który przebije sobie drogę do ich serca wyuczonymi z kursu technikami.
To jasne, że nie musisz być przystojny. Cała fura facetów radzi sobie z kobietami doskonale, a bliżej im do Gerarda Depardieu, niż do Leonardo Di Caprio.
Jasne, że nie musisz mieć pieniędzy. Jak pokazują nam amerykańskie filmy czyściciele basenów bywają w łóżkach najpiękniejszych pań z towarzystwa.
Jasne, że nie musisz jeździć najnowszą bryczką. Możesz dorobić ideologię do niejeżdżenia w ogóle i pozować na takiego ekologicznego typa. Tylko nie ośmieszaj się, podjeżdżając po nią kupą rdzy wielkości orzecha, tak, że jej babka jest młodsza, niż twój wóz.
Jasne, że nie musisz być błyskotliwy w dyskusji. Jeśli będziesz umiejętnie milczeć, możesz nawet wydać się tajemniczy.
Jasne, że nie musisz być aktorem. O ile jesteś dosyć sprytny, aby dostać pracę przy czyszczeniu basenu jego żony.
Nie musisz…
Niczego z tych, i wielu innych rzeczy, nie musisz. Ale nie możesz nie mieć ich wszystkich. I wierzyć, że to wszystko zastąpi ci kurs uwodzenia.
Znam kilka przepięknych kobiet. Ale nie przeciętnie pięknych. Takich wyjątkowo atrakcyjnych, przy których sporo mężczyzn zachowuje się jak przedsiębiorca w urzędzie skarbowym: przestępuje z nogi na nogę, ma rozbiegany wzrok i nie wie, co zrobić z rękami.
W trakcie naszej znajomości czasami pytałem je, na co zwracają uwagę, kiedy spotykają mężczyzn i co sprawia, że chcą z nimi być.
Ich odpowiedzi są niezwykłe. Fascynujące, jak one same. Któregoś razu siadłem spisałem je tak, jak je zapamiętałem. Wiele rozmów z wieloma kobietami skondensowane w jedną wypowiedź anonimowej kobiety. Bez imion, bez nazwisk, bez nazw miejsc. Po prostu świat oczami kobiety, dla której powodzenie i zainteresowanie mężczyzn jest czymś tak oczywistym, jak bułka z masłem.
Tak sobie myślę, że w tym krótkim tekście jest więcej sekretów kobiecości, niż cała masa facetów pozna przez całe długie życie u boku swoich kobiet, których nie słuchają i nie rozumieją.
Za jakiś czas opublikuję tu ten tekst.
Paru nabywców kursów uwodzenia czeka brutalne zderzenie z rzeczywistością.