Pal mosty

Ludzie, którzy rozgrywają życie bezpiecznie, mówią, że nie wolno palić za sobą mostów. Że zawsze należy zostawić sobie furtkę. Może to być prawdą. Dla tych ludzi.

Dla mnie nie jest to prawdą. Nigdy nie było.

Jeśli czegoś chcę – i zamierzam to osiągnąć, to nie chcę zostawiać sobie żadnych opcji wstecz. Żadnych otwartych drzwi, które pozwolą mi wrócić. Jeśli chcę gdzieś dojść, to tam idę. Nie oglądam się za siebie.

Kiedy kilkanaście lat temu zdecydowałem, że zostawiam całkiem fajną i rozwojową karierę w korporacji, aby pójść na swoje, to podjąłem te decyzję i trzymałem się jej. Na etacie czułem się jak w szkole, kiedy to ludzie chwalili mnie, bądź ganili – i wystawiali cenzurki.

Nie czułem się niezależny. A ja pragnąłem niezależności.

Dlatego sprzedałem mieszkanie w jednym mieście – i kupiłem w innym, tam, gdzie miałem tworzyć swoją firmę. Dostawałem wiele dobrych rad. Nie rób tego, zostaw sobie mieszkanie tutaj, tam wynajmij, jak coś ci nie będzie pasować, wrócisz. Nie pal za sobą mostów.

Spaliłem.

Tylko ja wiem, ile mnie to kosztowało. Te wszystkie dobre rady brzmiały mi potem w uszach jak brzęczenie much. Potem – kiedy musiałem żyć z konsekwencjami swojej decyzji. Masa wątpliwości. Czy mi się uda. Czy to dobra decyzja. Po pewnym czasie byłem niemal załamany. Żałowałem.

Życie nie układało się tak, jak to sobie wyobrażałem.

Gdybym nie spalił mostów, wróciłbym w podskokach tam, skąd wyszedłem.

Wtedy zdarzyła się dziwna rzecz. Dostałem telefon z dawnej firmy, którą zostawiłem, że chcą, żebym wrócił. Nawet więcej. Oferują mi wyższe stanowisko.

Spalony most sam się odbudował. W najbardziej krytycznym momencie. Kiedy czułem, że moja decyzja o odejściu była zła.

Byłem wdzięczny za tę ofertę. I odrzuciłem ją. Pomimo niezadowolenia z tego, jak moje życie układa się w danym momencie.

Spalone mosty. Po raz drugi.

Dlaczego? Bo nie po to pali się mosty raz, aby je potem odbudowywać. Bo jak podejmiesz decyzję , to się jej trzymaj, nawet, jeśli fatalnie się z tym czujesz.

Po prostu. Albo czegoś chcesz, albo nie. Ja chciałem żyć po swojemu, nie w rytmie, jaki dyktuje mi korporacja.

Trzeba wiedzieć, co jest dla ciebie ważne.

Jeśli nie jestem pewien, czy coś jest dla mnie ważne, mogę mieć za sobą autostradę i samochód z kierowcą, abym mógł wycofać się w każdym momencie.

Ale jeśli coś jest dla mnie ważne, robię jak Cortez, który dobił do wybrzeży Meksyku.

Biorę pochodnie i palę statki, które mnie tu przywiozły. I nie zostawiam sobie innej drogi, jak tylko ta, która pcha mnie naprzód.

Albo znajdę złoto, albo nigdy nie wrócę do domu.

Przeczytaj także: