Szczęście Jacka Nicholsona

Sukces. Niektórzy będą się upierać, że trzeba mieć szczęście, aby osiągnąć sukces.

Wszystko zależy od tego, co uważasz za szczęście.

Taki Jack Nicholson, na przykład. Wiesz, jak zaczynał? Znam tę historię z piątej ręki, ktoś kto obejrzał jego historię w telewizji opowiedział ja komuś, kto opowiedział ją mnie. Będzie więc w niej jakieś 5% prawdy, pewnie. Ale niech będzie nawet tyle. Wystarczy.

W każdym razie Jack dobiegał już trzydziestki, kiedy wciąż był nieznanym, nierokującym aktorem, który zagrał parę ról, które nie wzbudziły niczyjego zachwytu. Pewnego razu pojawił się na planie jakiegoś filmu, nie jako aktor, ale przyniósł coś do studia, czy przyszedł coś stamtąd zabrać. W tym czasie wszyscy czekali na odtwórcę głównej roli do tego filmu, który się spóźniał. Jack przyszedł, wyszedł, ale dostrzegł go reżyser filmu.

- Co to za facet, dawajcie go na plan – powiedział do swoich ludzi.
- Ale główny aktor już dojeżdża.
- Do diabła z nim. Dawajcie tego faceta z uśmiechem wartym milion dolarów.

Słynny później uśmiech Jacka stał się jego przepustką do świata filmu. Możesz powiedzieć, że Jack miał szczęście, że przypadkowo pojawił się na planie tego filmu. W innym wypadku, kto wie? Może nigdy nie zostałby zauważony, i nie zrobiłby tak oszałamiającej kariery w Hollywood.

Szczęście? Jaja sobie robisz.

Szczęście, to byłoby, gdyby Jack Nicholson nie szukał swojej szansy w Hollywood, gdyby nie występował wcześniej w filmach, gdyby nie kręcił się po planach filmowych, gdyby poddał się i pojechał na wieś, siedział zamknięty w kiblu w jakiejś wiejskiej knajpie, gdzie psy dupami szczekają, i do tego kibla wszedłby znany reżyser, bo przejeżdżał tamtędy i zepsuł mu się jego wypasiony wóz, który się nigdy nie psuje, i który zamiast odlać się przy pisuarze, przypadkowo wszedłby do kibla Jacka, i zamiast powiedzieć: “przepraszam, facet, że wtarabaniam się, kiedy robisz swoje” on nagle wpadłby na pomysł, że chce dać mu główną rolę w filmie.

Tak, to byłby łut szczęścia.

Ale tutaj, jakie to szczęście? To raczej naturalna konsekwencja tego, co dzieje się, kiedy ktoś uparcie do czegoś dąży.

Jack Nicholson był w Hollywood, i dążył do celu. Grał w filmach. Nie poddawał się, choć nie odnosił sukcesów. Nie poddawał się, choć lata mijały, a on WCIĄŻ nie odnosił sukcesów. Prawdopodobnie pojawił się przypadkiem na dziesiątkach innych planów filmowych, a nikt nie zwrócił na niego uwagi, jak ten reżyser, który dał mu główną rolę.

Możesz nazywać to szczęściem, jeśli jesteś wyjątkowo uparty. Możesz chcieć – dla znalezienia kompromisu – nazwać to szczęściem, które sprzyja ludziom uparcie dążącym do realizacji swoich pragnień.

Ja jednak nazywam to naturalną konsekwencją uporu i wytrwałości.

Przeczytaj także: