Czy są rzeczy, które chciałbyś, by BYŁY ZROBIONE, ale nie możesz zebrać się, aby je zrobić?
Odwlekanie, odkładanie zadań na potem, to nawyk. Nawyk, który zabija rezultaty. I jako taki, nadaje się do usunięcia i zastąpienia innym nawykiem.
Nawykiem natychmiastowego działania.
Tylko pomyśl, że zamiast odkładać zadania na później, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, ty zaczynasz działać z miejsca. Zamiast ociężałości i odwlekania – jest błyskawiczna akcja. Jakiego wzrostu skuteczności – cokolwiek robisz – możesz się spodziewać, jeśli znalazłbyś sposób na uruchomienie samego siebie do wykonywania zadań z miejsca?
A jest na to sposób.
To nie zadziała w każdym przypadku. Nie ma mowy, by zadziałało, bo u podstaw odwlekania może kryć się cała masa różnych powodów. Niektóre są bardzo głęboko zakorzenione w nas samych i wywołują skrajne emocje.
Takich problemów prawdopodobnie nie rozwiążesz prostą techniką, którą za chwilę ci przedstawię.
Ale gdy w grę wchodzą zadania, które nie budzą specjalnie mocnych emocji, są pod tym względem umiarkowane, są średnie co do ważności i średnie co do trudności, ta technika zadziała jak czarodziejska różdżka.
Gdybym chciał ci ją sprzedać, dałbym ci na nią gwarancję. Tak jestem jej pewien.
Zaczynamy.
Są spore szanse, że kiedy bez końca odkładasz jakieś zadanie na później, to myślisz o nim w zbyt abstrakcyjny sposób.
Na przykład – chcesz sprzedać samochód, aby kupić najnowszy model. Mówisz więc do siebie: chcę sprzedać samochód. Albo – jeśli lubisz listy rzeczy do zrobienia – piszesz na kartce: sprzedać samochód.
No i co? No i nic. Przez następne dwa miesiące nie robisz zupełnie nic w tej sprawie. Zajrzysz może do sieci, jak stoją auta twojej marki i rocznika. Pogadasz ze znajomym, czy łatwo czy trudno jest teraz sprzedać wóz. Ale nie robisz nic konkretnego.
Dlaczego?
Spójrz na swoją listę: tam nie ma NIC KONKRETNEGO DO ZROBIENIA.
Tam jest napisane bardzo ogólnie: sprzedać samochód.
Sprzedać samochód, to rezultat.
Czasami to, co jest do zrobienia i rezultaty tworzą jedność. Kiedy twoim celem jest podnieść kubek ze stołu, a ty idziesz i go podnosisz, to samo działanie jest rezultatem.
Ze sprzedażą tak nie jest. Nie możesz podejść i wziąć do ręki sprzedaży samochodu. Dlatego jest to abstrakcją. Ale możesz pojechać (czynność) na giełdę i wystawić auto (czynność), albo wstawić (czynność) samochód do komisu, albo zarejestrować się (czynność) na Allegro i tam zainicjować aukcję (czynność).
To są konkrety. “Sprzedać samochód” to w tym kontekście – abstrakt.
Jeśli chcesz drastycznie ograniczyć odwlekanie działania, unikaj abstraktów. Pracuj na konkretach.
A oto pełna recepta:
Kiedy stawiasz przed sobą zadanie, nie myśl w kategoriach abstraktów. Myśl w o konkretnych czynnościach do wykonania. I zawsze określ pierwszą, konkretną czynność, którą trzeba zrobić, aby zacząć wykonywać zadanie.
Jak zrobić to źle? Kiedy zgubiłeś klucze i za nic nie możesz zmusić się, aby zabrać się do poszukiwań, pewnie określiłeś zadanie w taki sposób: znajdź klucze.
Zmień to. Powiedz sobie: otwórz plecak, który miałem wczoraj i wyjmij z niego wszystko, aby sprawdzić, czy są tam klucze.
A jeśli w plecaku nie będzie kluczy? Spokojnie. Właśnie zacząłeś szukać…
Przełamywanie odwlekania to ZACZYNANIE. Ludzki umysł ma to do siebie, że czuje dyskomfort, gdy czegoś nie kończy. Gdy więc już coś zaczniesz, zasady działania mózgu pracują na twoją korzyść.
Gdy zaczynasz czytać artykuł w gazecie, bo wydaje się interesujący i przeczytasz 1/3 – jest ogromne prawdopodobieństwo, że przeczytasz go już do końca. Nawet, gdy przestanie być ciekawy. Dlaczego? Bo będziesz chciał skończyć to, co zacząłeś.
Wiedzą to i bazują na tym autorzy artykułów prasowych. Stąd wielkie nagłówki w gazetach, potem nagłówki mniejszego rzędu, a potem rozwinięcie newsa z nagłówków w pierwszej części artykułu.
Ani się obejrzysz – a już wsiąkłeś w tekst. I czytasz do końca.
Tak samo z zadaniami do wykonania. Gdy już zaczniesz wykonywać zadanie, będziesz czuć pewną wewnętrzną presję, by je skończyć. Dlatego określając zadanie, skup się na tym, aby ułatwić sobie zaczęcie.
Są duże szanse, że reszta pójdzie z automatu.
Dlatego początek ma być konkretny, określony jako czynność, łatwy.
Kiedy twoim zadaniem jest napisać powieść, nie mów do siebie: napisać powieść. Nie próbuj nawet być sprytny i nie mów do siebie: zacznij pisać powieść. Zamiast tego powiedz do siebie: usiądź przy stole, otwórz laptopa, włącz edytor tekstu i napisz dowolne zdanie. Potem pozostań przy stole.
Proste. Łatwe. I właśnie zacząłeś coś, do czego nie mogłeś się zmusić. (Jest wspaniała technika przeznaczona specjalnie dla ludzi, którzy żyją z pisania tekstów. Jej twórcą jest Eugene Schartz, autor tekstów reklamowych. Tu masz jego technikę bezwysiłkowej produktywności).
Nie wolno jednak przegiąć. Przedstaw konkretnie początek – i to wystarczy. Jeśli zaczniesz rozbierać zadanie na czynniki pierwsze, efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Nadgorliwość, jak wiesz, jest gorsza od faszyzmu. A nadmiar szczegółów może obezwładniać. Zamiast zacząć działać, uciekniesz od takiego utopionego w szczegółach zadania.
Zrób sobie test tej techniki. Od razu. Teraz. Weź ze stosu odwlekanych do tej pory zadań jedno – i zmień sposób, w jaki o nim myślisz. Z abstraktu zrób konkret. Jeśli chcesz, zrób to sobie na kartce. Napisz, jaką czynność zrobisz najpierw.
Potem przeczytaj to, co napisałeś. Jeśli znajdziesz tam takie słowa jak: zrozumieć, pomyśleć, zastanowić się, znaleźć, poszukać… to wyrzuć to, co napisałeś – i zrób to jeszcze raz.
Jeśli natomiast przeczytasz tam słowa takie jak: wstać, pójść, pojechać, otworzyć, wyjąć, zabrać, podnieść, kopnąć, szarpnąć, walnąć, przywalić (chyba trochę się rozpędziłem), to znak, że wszystko jest jak należy.
Tak to działa. Nawet, jak masz do wykonania telefon do trudnego klienta, nie ustawiaj sobie w umyśle: zadzwonić do pana X.
Pewnie, że jest to lepsze, niż powiedzieć sobie: pozyskać pana X jako stałego klienta. Ale nadal możesz odwlekać to całe dzwonienie.
Zamiast tego zrób sobie taką instrukcję: weź telefon, wybij numer i gdy po drugiej stronie ktoś się odezwie, powiedz: Dzień dobry.
To jeszcze prostsza instrukcja. Nawet małpę można tego nauczyć (no, może z wyjątkiem tego dzień dobry). Albo przynajmniej wiedziałbyś, czego od tej małpy wymagać.
Nie wymagaj od siebie więcej.
A test małpy – to jest najlepszy test.
Rób ten test zawsze, kiedy ustawiasz sobie zadania. Bo to oznacza, nie tylko, że operujesz na konkretach, a nie na abstraktach, ale także, że te czynności są wykonywalne, proste…
… i że wykonasz je bez problemu. I łatwo zaprzęgniesz się do działania.
A o to przecież tu chodzi.
—
P.S. We wszystkim, co zostało powiedziane do tej pory, chodzi o przełamywanie nawyku odkładania zadań na później. Wtedy nie myślisz o rezultatach, ale o czynnościach, które prowadzą do rezultatów. Na myślenie o rezultatach i WYBIERANIU REZULTATÓW, których się chce w życiu, jest czas kiedy indziej. Wtedy, gdy określasz swoje cele.
A to zupełnie inna historia.