Zawsze zaskakiwało mnie – przy okazji różnych koncepcji zarządzania czasem – poruszanie przez ich autorów sprawy porządku na biurku.
Że – na przykład – ważne jest, abyś miał porządek na biurku, bo wtedy łatwiej jest wszystko znaleźć, wszystko staje się bardziej uporządkowane, i pewnie też lepiej się myśli. Nie można pracować w bałaganie, bo to ma zły wpływ na twoje samopoczucie. To rozprasza. Trudno jest znaleźć potrzebne rzeczy.
No, jeśli nie wiesz, gdzie coś jest, znajdź to. Niewiele ma to wspólnego z porządkiem czy bałaganem. Wielu z nas łatwiej znajdzie coś w bałaganie, niż w uporządkowanym świecie.
A jedyne, co może cię rozpraszać, to pomysł, żeby – gdy masz ważną pracę do wykonania - sprzątać biurko.
To tak, jakby ktoś poradził ci, abyś wypolerował łopatę, zanim zaczniesz kopać.
Można. Ale po co?
Z porządkiem na biurku sprawa ma się tak: jeśli przed wykonaniem ważnego działania zaczynasz porządkować biurko, żeby być gotowym “móc poważnie zająć się problemem”, oznacza to tylko jedno: w tej właśnie chwili zwlekasz.
Z jakiegoś powodu NIE ZACZYNASZ PRACY, ale ją POZORUJESZ.
Może boisz się wykonać telefonu do ważnego klienta. Może nie chce ci się pisać sprawozdania ze sprzedaży. Może masz przed sobą inne wyzwanie i boisz się, że mu nie sprostasz.
W rezultacie zamiast zabrać się za robotę, aby pchnąć sprawy do przodu, ty zajmujesz się całkowicie nieważnymi czynnościami i opóźniasz rezultaty.
Opierdalasz się.
(Mając błogosławieństwo paru specjalistów od zarządzania czasem.)
Oto wskazówka skutecznego działania, którą weź sobie do serca, albo zignoruj:
Jeśli masz coś do zrobienia, jakieś zadanie, na przykład: napisać ofertę, tekst na bloga, wykonać grafikę, stworzyć reklamę, napisać raport, prezentację, powieść, donos na sąsiada, że ma cztery żony (a ty tylko jedną, a chciałbyś mieć chociaż dwie), cokolwiek – po prostu wykonaj to zadanie.
Jeśli masz bajzel na biurku, nie szkodzi. Nie dasz rady pracować w takim bałaganie? Nie masz nawet gdzie postawić laptopa? Rzuć okiem, spojrzyj, czy nie ma tam czegoś delikatnego, na przykład porcelanowej filiżanki po kawie, albo zegarka. Jeśli są, odłóż je na bok.
A potem jednym ruchem zgarnij całą resztę z blatu. Niech się to wszystko wali na podłogę. I niech tam sobie leży. Ty – masz już miejsce. Możesz pracować.
Kiedy jest robota do zrobienia – nie ma wymówek. Usprawiedliwień. Pozornych czynności, które są podobno niezbędne do wykonania zadania. Masz coś zrobić – to zrób to. Nie rób czegoś innego.
A jeśli nie lubisz bałaganu, kiedy już masz wykonane zadanie – możesz sobie posprzątać.
PO. Nie PRZED.
Aby osiągać cele, iść do przodu, trzeba upraszczać sobie życie. I koncentrować się na priorytetach. Ograniczać liczbę kroków, które trzeba zrobić, aby gdzieś dojść.
Ograniczać – nie zwiększać.
Dodanie sobie do listy rzeczy do zrobienia cholernego porządku na biurku, to komplikowanie i zwiększanie. Sztucznie. Bez potrzeby. Skakanie w bok tam, gdzie można iść prosto.
A poza tym, to istnieje całkiem spora grupa osób, które posprzątają sobie biureczko, poczują, że są wreszcie przygotowane do pracy i ze świętym przekonaniem, że zrobiły, co należy… pójdą się zdrzemnąć. Bo się zmęczyły. Albo z rozpędu jeszcze uporządkują szafę obok i alfabetycznie ułożą segregatory.
Jakieś czynności zostały wykonane. Ale nic nie zostało zrobione. Były ruchy. Nie było tańca.
Jeśli więc kiedyś, czytając książkę o zarządzaniu czasem, natrafisz na fragment, w którym autor będzie cię uświadamiał, jak ważny jest porządek na biurku, spokojnie pomiń te strony.
Całą tę sprawę załatwia jeden ruch ręką.
W tym temacie nie ma o czym pisać.